OrientAkcja IV

Głowno, 19.09 

To już czwarta edycja OrientAkcji. Baza rajdu położona w przyjemnej scenerii nad jeziorem w centrum Głowna. Orientakcje traktuje prestiżowo od początku i zawsze daję z siebie więcej niż zwykle. Przed startem byłem mocno umotywowany i bardzo chciałem osiągnąć dobry wynik. Marzeniem byłoby wygrać.

Wiedziałem jednak, że będzie to niezwykle trudne zadanie. Na starcie zjawili się bowiem Radek, Piotrek, Krzysztof, Marcin - ścisła czołówka, oraz grupa młodych wilków głodnych sukcesu. Oczywiście również jak to na rajdach także spora grupa uczestników ani nawet nie myślących o rywalizacji. Orientacja rowerowa, jako swego rodzaju specyficzna dyscyplina rządzi się swoimi prawami. Na wynik składa się wiele elementów, które muszą zagrać jednocześnie, aby można było myśleć o dobrym wyniku. Bardziej niż zwykle chciałem, aby to był właśnie ten dzień.

Przed rajdem typowe przygotowania do startu. Dla mnie ważne, aby być odpowiednio wcześniej, spokojnie zarejestrować się w bazie rajdu, przygotować sprzęt i zabrać to co może się przydać w trakcie zawodów. 

Po wydaniu map przez moment analizuje możliwe warianty. Zauważam najkorzystniejszą według mnie kolejność punktów i ruszam w trasę. Kilka minut później jestem już przy PK7 nad brzegiem wyschniętego oczka wodnego, ale przez chwilę nie mogę znaleźć lampionu. Przy punkcie jest również Kamil mierzący się z krótszą trasą. W końcu znajdujemy punkt. Wspólnie z Piotrem jedziemy dalej, ale tylko przez chwilę. Jadąc na kompas w kierunku zachodnim kończy się droga i zaczynają chaszcze. Pieszo przebijam się przezeń jakieś 200 m do prostopadle biegnącej szutrówki. Tracę jednak cenne sekundy. Teraz jadę bardzo uważnie żeby nie popełnić jakiegoś błędu co często mi się zdarza na początku zawodów. Kolejny punkt położony jeszcze ładniej nad jeziorem Kowaliki. Gdy jestem blisko punktu, odjeżdża z niego już Piotrek. Pomyślałem wtedy, że jeśli pozwolę mu odjechać zbyt daleko to może być ciężko. 

Przed startem przyjąłem taktykę jechania wysokim tempem ile się da. Założyłem, że dystans nie przekroczy 100 km i powinienem to wytrzymać. Przy PK13 (ambona) jesteśmy już we czwórkę. Oprócz mnie i Piotrka pojawia się też Marcin i jeszcze jeden uczestnik. Wyznaczam drogę jako jadący z przodu. Na asfaltówce dołącza Piotrek i chwilę później również Marcin. Po kilku kilometrach jadę już sam. Marcin wybrał inną kolejność zaliczania punktów, a Piotrek został trochę z tyłu. Przy młynie brak lampiona, trzeba za to policzyć podkład mostu (PK14). 

Długi przejazd drogami asfaltowymi wzdłuż Mrogi do PK18 (zabytkowy młyn). Po godzinie jazdy jest już 5 punktów na koncie. Postanawiam dalej jechać przez Bielawy do PK17 (cmentarz wojenny). Ładnie położony na brzegu lasu. Kolejne przyjemne miejsce na rajdzie Orientakcji. Po 1h20m jazdy przejechane mam 32 km i potwierdzonych 6 PK. Wtedy jednak o tym nie myślałem. Chciałem szybko i bezbłędnie dojechać do kolejnego punktu (PK12-,kępa drzew), a to wymagało dobrej koncentracji. Nie najlepszy wariant wybieram do kolejnego punktu. Zamiast jechać nieoznaczoną na mapie ścieżką przez łąkę wzdłuż kanału Zimna Woda, choć ryzykownie, to wybieram pewniejszą drogę nieco naokoło i pakuje się w głębokie piachulce w dodatku pod górę. Omijam nieznacznie PK4 (drzewo), ale szybko orientuje się w swoim błędzie i trafiam na właściwe drzewo niemal natychmiast. 

Teraz dalsza część punktów w kierunku wschodnim. Przejazd wzduż kanału przez irygacyjny obszar Morgi-Przydatki. Już nieopodal PK6 na asfaltówce mijam się Radkiem pokonującym trasę w odwrotnym kierunku. Wymieniamy pozdrowienia. Widok Radka jeszcze bardziej mnie zmotywował. Wiedziałem, że jeśli nie popełnie jakiegoś błędu na trasie to pójdzie na minuty. To spotkanie na trasie nie przekuło się jednak w szybkie znalezienie lampionu nad jeziorem (PK6). Zbyt szybko próbuje go znaleźć nad brzegami rozlewiska, podczas gdy ów lampion znajdował się kilkaset metrów bardziej na północ. Pokonywanie stromej skarpy z rowerem kosztuje mnie sporo sił. W końcu znajduje go. Cała akcja na tym punkcie pochłania mi aż 10 minut. 

Zaczynam odczuwać pierwsze zmęczenie, tempo spada. Tym razem inaczej niż zwykle na maratonach w takich sytuacjach nie zwalniam czekając aż kryzys minie tylko dociskam jeszcze na stojąco. Znalezienie drzewa nad brzegiem zalanego wyrobiska (PK10) nie stanowi większego problemu. 

Przejazd do PK19 (ambona) zajmuje około 10 minut. Po lewej mijam najwięszy zbiornik wodny na trasie (Jezioro Rydwan). Brak wyraźnej przecinki skracającej drogę do następnego punktu. Jadę widoczną drogą do zabudowań, a następnie na południe. Idealnie odmierzam odleglość do PK2 (górka nad skarpą). Po punkt trzeba wejść nieco głębiej do lasu. Kontynuuję jazdę na południe asfaltówką wzdłuż torów. Na skrzyżowaniu w Krępej sprawdzam jakość ścieżki biegnącej wzdłuż torów, ale nie wygląda za dobrze, więc kontynuacja jazdy asflciakiem obok cmentarza. PK5 (lewy brzeg strumyka) biorę przełajem wzdłuż stacji kolejowej w Domaniewicach. Do końca jeszcze 6 punktów kontrolnych. Do najbliższego długi odcinek asfaltami. Postanawiam mocno docisnąć właśnie teraz, gdyż później w lesie jazda będzie napewno wolniejsza. Za PK16 (amboba myśliwska) uważnie prowadzę do PK3 (brzeg jeziorka) ze względu na gęstą sieć leśnych dróżek. Jeden z najładniej położonych punktów. Objazd jeziorka od południa. Do najbliższego punktu najkrótsza droga wiedzie zygzakiem przez leśne przecinki. Wolę trzymać się wyraźniejszych dróg nawet jeśli mogą być trochę dłuższe. Przy PK9 (szczyt wzniesienia) spotykam Artura. Zamieniamy kilka zdań i jadę dalej.

PK1 (szczyt wydmy) zasłużył na miano trudnego punktu, choć mi udaje się dojechać do niego wzorowo. Z dala wypatruje lampion oddalony od ścieżki leśnej o kilkadziesiąt metrów. Odliczanie wsteczne. Zostały dwa punkty. Intuicyjnie i na kompas wyjeżdżam do asfaltówki. Długa prosta. Już nieopodal PK8 (szczyt wzniesienia) mijam się z Krzysztofem. Mam wrażenie, że za chwilę i on będzie zmierzał na metę. Postanawiam zagrać vabank i zrobić skrót przez Mrogę. Z resztą, co to byłaby za OrientAkcja bez przygody. Najpierw przez głębokie do pasa mokradła pokryte z wierzchu czymś w rodzaju zielonych glonów, a potem przez samą rzekę wydostaje się na drugi brzeg. Trochę jadąc rowerem, a trochę biegnąc docieram do asfaltówki by chwilę później odbić na niwy i przełajem w kierunku widocznego lasu, gdzie liczyłem na szybkie odnalezienie ostatniego dzisiaj lampiona. Przy PK15 (pomnik) spotykam Krzysztofa i tam się dowiaduję, że nie ma jeszcze trzech punktów. Mi została ostatnia prosta do mety łatwymi drogami. Końcowkę napieram jeszcze mocniej licząc na dobry wynik. 

Na mecie czeka na mnie wspaniała wiadomość - wygrawam OrientAkcję. Coś niesamowitego. Jestem niezmiernie zadowolony. Wyprzedam o błysk szprychy Radka, ktory melduje się niespełna dwie minuty po mnie. 

Dziękuje organizatorom - Michałowi, Mateuszowi i spółce - za kolejną super imprezę i za promocję tej pięknej dyscypliny. I również za to, że dzięki nim miałem te swoje pięć minut. 

Detale:

Dystans: 89 km

Podjazdy: 228 m

Czas: 4h22m

Avg: 20,1 km/h

Avg jazdy: 22,5 km/h

PK: 19/19

Miejsce: 1/34

Wyniki

Trasa przejazdu dynamicznie

Moment po dotarciu na metę (fot. Renata Nowińska)

Wymiania wrażeń z trasy (fot. Renata Nowińska)

I na koniec dekoracja trasy Mega (fot. Renata Nowińska)